„Miłość w śląskich domach to towar deficytowy” stwierdza jedna z bohaterek książki Anny Dziewit-Meller „Od jednego Lucypera”. Powieść doceniana przez krytyków, napisana odważnie,  z uwzględnieniem realiów tzw. czasów stalinizmu.

Jednakże ta narracja nie podobała się wszystkim klubowiczkom. Zbyt dużo w niej dosadności, pesymistycznych historii. Pomysł na fabułę ciekawy, cytowane na początku kolejnych rozdziałów fragmenty ówczesnych raportów i wypowiedzi czytamy z niedowierzaniem. Dziś jest to temat do żartów, ale przodownicy i przodownice pracy przecież istniały. Wzruszają nas opisane w książce tragiczne losy schorowanego Wincentego Pstrowskiego, najbardziej znanego polskiego „stachanowca”, rywalizującego w wykonaniu jak najwydajniejszej pracy. Wątpliwa moralność ludzi funkcjonujących w powojennym systemie komunistycznym wciąż szokuje. Zwłaszcza gdy śledzimy historię młodej robotnicy Marijki Solik, z jej  kulminacyjnym dramatem, sygnalizowanym wcześniej przez autorkę budującą napięcie u czytelnika. Martenowskie piece, pseudoopieka personelu medycznego na oddziale dla rodzących, bieda, codzienny trud śląskich kobiet nie nastrajają optymistycznie. Również współczesna bohaterka, Kasia Twardowska z chorobą anorektyczną, niezgodą na polski szowinizm względem kobiet sprawia, że czytelnicy czują dyskomfort. Jednakże to Kasia wydobywa na światło dzienne skrywaną rodzinną tajemnicę , daje nadzieję na lepszy los dla kobiet z tej symbolicznej śląskiej rodziny, niedocenianych od pokoleń, niczym w ludowej rymowance sugerującej ich złe pochodzenie i charakter:„…Jaka matka, taka cera – od jednego Lucypera”.

Stella Ślefarska

Moderatorka DKK w Samsonowie